nieme domy przedmieścia w gęstych oknach powiek

spłyną długą powodzią czerni — mdłym uporem.

Zapłaczą bujnie światłem więdnącym jak liście

zza skrętów pochylonych wypełzłe naprzeciw,

konające krzyżami, błędne semafory.

Echo zagra oknami w wymijany parkan

i dmuchnie czarnym hukiem w głuche łuki arkad,

las się napije mchami smugi świateł.

Dalekie, obce miasta śpią pod jękiem mostów,

zastałe w czarnej gęści nocy, w gęstym miodzie,