jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,

kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem

ucieka pędem szalona i śliska.

Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią

i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,

i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,

śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.

Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy

i w biele sypie ciszę pyłem złota.

Dzwonki polami biegną i szeleszczą,