W głąb daleko pod nami morze się rozlało,

wypełzłe z wypukłości nieba między skały;

z nienasyconych słońcem czarnych winogradów

chcę wypić cisze morza, pełne i dojrzałe.

W powybielanych skwarem napuchłych obłokach

brodzą krzaki o liściach cierpkich i surowych.

Ręce błądzą pod błękit prażącego nieba,

by zerwać z sztywnych krzaków szklisty krzyk laurowy.

Już nie pamiętam...

Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,