wysoko szumią powierzchnie od nieba bledsze i cichsze

oczy — dwa dzwony tłukące kryształ

nie zgasną jak co dzień w szorstkim, chłodnym — wichrze.

Obojętnie się przejdą przez dna zarośnięte rybami

jak sznur pereł zerwany niechwytne spadają przez błękit.

Matowe słońce, w którym lazur zamilkł

przesunie dłonią po grzywach poczochranych ławic

gęsta woda rzek w wirach wyplutych z tulej...

sypie się szelest diun24

przetartych jak sukno — trawą