o łukach nieba, brudnych przechodniach pamiętać,

być przyjacielem smutnych i najcichszym bogiem.

I siać niepokój sumień w oczy — brudne szyby

na pośmiewisko i na kłamstwa wieków.

Przez drogi cierpkie, dalekie i gorzkie

po coś tu do nas przyszedł, boże czy człowieku?

I w końcu

kłamstwem rozcięli przymknięte powieki,

pękł kobalt nieba szorstkim poszumem błyskawic,

niebo spłynęło szybkim w horyzont odbiegiem