Pola dymią od bieli i rdzewieją zmierzchem...

Wiatr się snem przehołubia po śliskich kolebach.

Wiatr rozwiewa czupryny przycichłego śniegu

(pies we mgle cicho szczeka jak w pustym mieszkaniu),

drży biel, płaźń7 falująca nawisami wiatru

i noc trwa rozłożona na śliskim posłaniu.

Jak łatwo dnia zapomnieć, gdy się nocą idzie,

i jak trudno z własnego nieosiągu szydzić

(o, ślepcy szukający drogi nad przepaścią,

z dalekich równin w góry zabłąkani nocą).