jak cisza dźwięcznym światłem w szyby zacznie kapać.

Potem płyniemy wolno w ciepłych żaglach cieni

we wzdęte morza światła brzęczące jak pszczoły

odrzucające błękit odpływów jak włosy

na białe ciała ławic wolno zbiegłe dołem.

Silni w miękkie dąbrowy wchodzimy jak w szelest.

Przez góry w płynnych dzwonach bielone oddalą

w wysokich zamkach turni przesypiamy otchłań

wtuleni w futro lasu noc jak ogień paląc

i czekamy na porty jak inni na statki