wejdę przewilgły parną gamą dźwięków.

W rozmiękłej woni przechodzę szelestem,

płynące łany w świty drzew odchodzą.

Ciężar przestrzeni przenoszę na barkach,

na srebrne brzegi w gorzką zieleń brodząc.

Ramiona dźwięczą brązem dzwonnej siły,

w nocach pierzchnących sypką wonią dojrzę

dźwięczny chłód planet jak jabłka dojrzałych

i w czerstwej ciszy poszukam twych spojrzeń.

Patrz... gładzę wiatry po gorących ustach,