aż się planety w głąb nieba, bez końca

nakładają na kręgi, wirując i hucząc?

Ja morderca — na śmierci liczyć się uczę,

to znów ja — ptaków płonących obrońca.

Ach, jadą rycerze, po lodzie konie ślizgają

kopyta srebrne od szronu, to złota ciężki łańcuch.

I tropiciele mijają śród świateł zapomniani,

mijają panny białe, mijając w śpiewie — tańczą.

Czy gwiazdom stanąć pochodnią, brzegiem nawałnic idąc,

i tak je czytać jak księgi stojące w rzędach czy półkach,