choć nie ma końca oparciom? Czy ziemię krokami rytą

tak odgadywać, nim zetrze ją świerszcz lub lecąca jaskółka?

Czy może słuchać w noc? Tam, gdzie dudniące łowy

albo kruszący się kosmos pyłem świszczącym odpowie,

czy tak u oceanu tragicznie ręce wiązać,

czy tak w kościoły i ludy dzielić zapomnienie?

O, nie unoście przyłbic, zamczyste kule stropu,

ciemni, po nocy szukamy, jakże w zawiei nam poznać?

Toczą się, toczą kule, dymią i dzwonią potopy

i zapadają się zmarzłe rzeki lodowe pod stopą.