Prymityw

Już nie umiem mówić, a wasze słowa — śrut,

szeleszczą jak środek różowej muszli — obojętne.

Przecież upływa zielona krew ziemi, strach i głód,

a zwierzęta chodzą po ziemi jak niebo piękne.

Bóg jest najprostszy — przybliżone morze wschodu.

Nie ma tajemnic. Żółty piasek, woda i ogień,

gdzie schodzą wilki szare jak sen śniony na ławce ogrodu,

a kwiaty płyną przeze mnie jak przez szybę, gdzie kwitnące głogi.

Gdzie kwitnące głogi — polana, a cienie szerokie jak deski.