Wiatr zrywa czapkę włosów pełną, ptaków i trawy.

Przez ten krajobraz rysowany drzewami jak kreski

podchodzę do ciebie jak do pięknej zabawy.

Nigdy nie widziałem ludzi, znam kilkoro dzieci

i zwierzęta mocne, sierść ich pachnie nocą i zielenią ostrą.

Myśli to ptaki schwytane na drzewie mądrości. Naprzeciw

wylęgają nam stada zwierząt drogą z najprostszych prostą.

Oto jesteś. Księżyc rozcina nas na ludzi i cienie,

a za nami krucjaty skrzywdzonych zwierząt.

Na tym pagórku staniemy nadzy i zdziwieni: