nazbyt mocno śmierć uderza zewsząd.

Miłość, matko — już nie wiem, czy jest.

Nozdrza rozdęte z daleka Boga wietrzą.

Miłość — cóż zrodzi — nienawiść, struny łez.

Ojcze, broń dźwigam pod kurtką,

po nocach ciemno — walczę, wiary więdną.

Ojcze — jak tobie — prócz wolności może i dzieło,

może i wszystko jedno.

Dzień czy noc — matko, ojcze — jeszcze ustoję

w trzaskawicach palb, ja, żołnierz, poeta, czasu kurz.