z tym sercem rozdzielonym na światło i kamień.

A ta rzeka unosi nie trwając ni chwili,

a czasem takie ręce żelazne unosi,

a czasem w niej westchnienie, co o oddech prosi,

i myją krwawe dłonie ci, którzy zabili.

I czasem łza upadnie, jakby popiół padł

powitaniem: «O płyńcie! Ileż jeszcze lat?».

A to tych ziem spalonych włosy albo dym,

a to skrwawionych chłopców, których ścina kat,

matki ciała obmyją, nim oczy sczernieją,