i ludzie w szatach z miedzi

szeptali przylegając do gwiazd,

palcami niebo rysując wołali: «Jedzie!»

A tam

namnożyło się zodiaków, wielkich niedźwiedzic

i zabawek sypiących z nieba.

Prosiłem: «Powiedzcie!» Na próżno

uciekali mrowiskiem splątani w kłąb.

Zasypany po szyję w trociny,

zostałem sam,