Szybują burze, w burzach drży

mój własny groźny krok.

O, schroń mnie w namiot swoich snów

przed stalą moich rąk».

Wyszła wtedy Światłołuna na brzeg światła,

pół się śmiejąc, pół po wietrze ręką wodząc

jak po grzbiecie zbudzonego pieśnią bawoła,

i uniosła smutne oczy jak lecących chmur zwierciadła,

jak jaskółki zabłąkane późną nocą

w wirujących planet kołach.