Pół się śmiejąc, pół śpiewając zawołała,

jakby strumień ciepłym altem w niebo lała:

«Jakże ty mnie chcesz, Tytanie, kochać,

zadumaną w moich białych potokach?

Jakże chcesz mnie w mocne dłonie uchwycić,

kiedy nie wiesz, czy to ja, czy moje odbicie?

Bo ja jestem na wpół prawdą, na wpół ciszą,

jakby liście, co w powietrzu — zanim spadną — wiszą.

Boję ja się twoich gór tętentu,

twoich wichrów jak lecące zwierzęta.