[Śnieg jak wieko żelazne...]

Śnieg jak wieko żelazne na oczy opadnie.

O! wy bracia w milczeniu moi — niedorośli.

I Bóg mnie nie przypomni, ani mnie odgadnie

z nagrobka przechodzący, aż w tysiącznej wiośnie

może dłoń jakaś biała odgarnie ciemności

i będzie to prawdziwy czas, czas tej miłości,

której u was nie znałem. Bóg — tak sobie marzę —

w błękicie lotnym nieba wyrysował twarze

naszym cierpieniem, niby maski jasne,