skamieniałe niebiosa na światło i kamień

i po nocach ogniska, co z wysoka są

jak anielskie pochody wskazujących rąk,

a z bliska trzaskiem polan i chlebem człowieczym

lub przeciw szukającym jak strzegące miecze

małej sprawy i małych, pokurczonych oblicz,

które wokoło stoją tym ogniom podobne.

A ty gdzie stoisz? Czy cię w skos ukropów

wrzących w kadziach sklepienia złote grzywy niosą,

czy w dole zaplątany w motowiska włosów,