być choć patrzącym na ogień i blask,
czynisz braci na obraz wypalonych miast,
aby jeśli być marnym musisz — to choć w tłumie.
Ty, kiedyś już przegniły strąk wielkiego drzewa,
kiedyś pominął napomnienia głos,
ślepe szczenięta ludzkie prowadzisz na stos,
aby pokazać im, jak Bóg się gniewa,
a pokazujesz przejrzysty łuk blasku
pokryty twoją dłonią — chimerami z piasku,
a rączki szukające napełniasz swą smołą,