szuka, dłonie obraca, zaklina powietrze i ziemię,

ale się cień nie zjawia, a cisza jeszcze jest głębsza,

więc znowu wiruje jak strumień, zamienia się w wielką łzę.

I spada milcząc boleśnie. To wszystko, co jeszcze umie.

I tylko pachnie po niej cisza jak kwiatów pęk.

*

Znów deszczu szare różyczki pryskają, zmywają ślad,

aż się z nich chmura wyłania ciężka, a może to z dołu

pieni się obraz jak morze pochmurny, huczy jak koło.

Oni ciągną powoli jak czarnej kurzawy bór,