ciemnością dmie, czaszki trzeszczą, hełm uderza o kość.

To się tak wieki zsuwają jak czarne warstwy gór

i spada ciężar w morza, topi się, parska jak wosk.

I idzie pomruk lwi zarytych w ziemię dział,

a oni ślepi suną żywi i martwi razem,

dłoń potrąca o piszczel, serce o żeber chrzęst,

idą omackiem, ciemność macają dłońmi jak mur.

Ciężki toczy się poszum coraz to głośniej, już głazem,

Aż świśnie, grzmotem się zwali i pęknie pieśń jak sznur: —

Nocy — śpiewają — nocy, straszliwa duszna powłoko