lepisz się gliną do stóp, a skuwasz pewniej niż stal.

Tak się wypiętrzać jak morza powałą, aż ku obłokom

i runąć znowu, i runąć. Cóż pozostaje? — żal?

Żal tylko — chyba za mało — na pragnień lawinę huczącą,

Żal tylko — chyba za śpiewnie — na śmierci oddech ogromny.

Nocy straszliwa, nocy, gdzie ty się kończysz — tam

rosną jak drzewa szumiące miasta błękitne i domy.

Nocy, gdzie ty się kończysz? Bo nawet u grobu bram

płaszcz twój do rzeki podobny wieje — to rzeka stracenia.

Ziemio — odpowiedz! — śpiewali. Milczała gorzka ziemia.