Świętość
Począłem cię w marmurach światła
i w drzewie wonnych sosen,
moja ty rzeko nieodgadła
dłutami wioseł.
Potem cię wiodłem z gór mocarnych,
z przestworów pełnych głosu,
gdzie noże siklaw1 śniegi darły
i dzwonił śpiew jak mosiądz.
Łuskałem ciebie z jabłek tęgich