i ziarnem gradu z chmury,

wiodłem cię z łodyg ruchem ręki

jak blasku sznury.

I wyciosałem, wyprosiłem

sercem łomocąc w dłuto,

a dłutem w głaz, i mam cię — siło!

mam cię — pokuto!

Gdzie stąpnę — tętnisz żywą strugą

i jak organy śpiewasz,

i widzę jeszcze we śnie długo —