[W takiej ciszy słyszała, jak na godzin stopnie...]1
[...] W takiej ciszy słyszała, jak na godzin stopnie
pnie się w niej ten roślinny puch, twardnieje w orzech;
to było dziecko małe, które wkołysali
ciepłych swych ciał pomrukiem jak szelestem morza
w jej pełnię i dojrzałość, która równa ziemi
ogarnęła i rosła rączkami drobnemi,
zarysem ust różowych, roślinką maleńką,
którą czuła pod lekko wyciągniętą ręką.
„Wróć!” — wołała, a krzyk jej — cień niedotykalny,