pienił się w urnie nocy. Drzewa niebo niosły
i jak rybak, co trąci nieostrożnym wiosłem
tataraki i kwiaty podwodne ukaże,
tak wiatr obłokom zwijał nachmurzone twarze
i odsłaniały gwiazdy czystsze od pian bieli,
a w pokoju nadymał żagle złej pościeli,
która czekała na nich, na ciał drzewny oplot,
w którym by miłość ufna zamknęła się słodko.
*
Właśnie skończyli mówić. A Piotr, pełen troski,