broń za pas wkładał i jeszcze raz spojrzał
na mapę nieruchomą; na białym papierze
widział drzewa szumiące, zda się, każdy listek
widział i domków senność. A jego żołnierze,
jakby czując ten ciężar, co przy nim zawisnął,
milczeli. Piotr każdemu dłoń szorstko uścisnął
i powstał. Jeszcze spojrzał na ich twarze ciche,
które były spokojne i jak jezior wody
wygładzone, a tylko w nich głęboko na dnie,
jak złoto, które na dno jeziora upadnie,