w głuchych ulic rowy wygasłe,

warcząc czeka i węszy groby

w nocach krwawych i w gromach jasnych.

Jeszcze przez nie najeźdźców lawa

jako dym się duszny przewlecze,

zetnie głowy, posieje trawy

na miłości, krzywdzie człowieczej.

Jeszcze z wieku w wiek tak się spieni

krew z ciemnością, a ciemność z brukiem,

że odrośnie jak grom od ziemi