„Grom”186.

I w dniach na pozycji bezczynnych patrzano z góry na ten ślad ciemny na dnie: okręt polskiej marynarki wojennej, który tu pierwszy był pod Narwikiem i zatonął właśnie, gdy oni nadciągali.

„Grom”...

*

— 20, 15, 10 minut — idzie ciche liczenie po górach, stokach, kotach.

Mgła, przejrzysta, strzępiąca się mgła, pojawia się, przesuwa, znika jak widmo, ektoplazma187 tajemnicza spirytystycznych seansów.

Cichość górska jest tym cięższa, tym bardziej męcząca, im krótsze jest jej panowanie, im bardziej policzone godziny.

„Powinni już... powinni byli już...” — łomocze coś w piersi Czeczela, łomocze w kilkuset innych piersiach.

— No, budzimy ludzi — mówi tam na górze porucznik Ostroróg.

I właśnie w owej chwili naraz spoza ich pleców wylatuje dziwny, straszliwy furkot. Huk. Powietrze gra falami za nimi. Socha, młodzik, kurczy ze strachu głowę.