— Ho ho, zobaczycie jak dojdziecie. Jeden kapitan niemiecki to przy sobie miał sztylet złoty. Cały złoty. Z orłem. A konserw tam, jedzenia, wszystkiego.
— Zatrute pewnie...
— Iii, co zatrute. Sami jedli. Dawali my ich jeńcom kosztować...
— A jeńcy co?
*
— Naprzód, naprzód! Kierunek: te skałki.
Pluton podrywa się dalej, przelatuje paręset metrów. Góra znowu rozfalowuje się w rozpadliny i jarki.
— Wziuu, wziuuu — prześwistuje kilka kul.
Padają. Skąd? Nie wiedzieć.
— Jakby z tyłu kto strzelał — zauważa Andrzej.