— Najgorszy odcinek!
Płużański leży przy zabitym, który musiał tu paść jeszcze w nocy, nim oni weszli w akcję. Przedtem też przypadł przy zabitym. Jedyna myśl: trzymać drużynę w garści, żeby się nie rozbiegła po tych krzakach i jarach, nie pogubiła w lesie. Jak tamci w nocy. Nie puścić!
Poderwanie nowe.
Byle dosięgnąć wykrotu.
— Widzisz tam co? — pyta Nowaka.
Nowak jest sympatycznym młodym Pomorzaninem, synem gajowego z Tucholi200. Harcerz. Wyczołguje się. Nie ma go. Wraca.
— Schodzą, uciekają w dół!
Nikt się nie rusza. Nowa zasadzka? Mają dosyć. Ale po linii, za drzewami, tamten pluton poczyna biec.
Podrywają się jeszcze. Nic.
Biegną, biegną jednym biegiem, długim, nieregulaminowym. Skarpa niemieckich pozycji milczy. Czy przemówi w ostatniej chwili? Nie. Wbiegają. Nieład porzuconego obozowiska. Dwa trupy przykryte płachtą. Nikogo.