— Co on był z fachu cywilnego? Malarz podobno?
— Malarz.
— Ho! Ho! Malarz i z Francji, a tak się spisał! A tam jeden dyplomata także podobno poszedł? Taki, co był dawniej w sztabie batalionu. Strzelec z cenzusem?
— Szeliski205.
— A co to był za jeden?
— Był sekretarzem naszej ambasady w Rzymie.
— Patrzajcie. O, wojna to nie takie proste jak dyplomacja. Ambasadorzy też giną. Jak front, to front. A wy byście się lepiej przespali, bo to nie wiedzieć, co będzie jutro. Czuwać, sprawdzać, rozumiem, ale żołnierz śpi, kiedy może, i je, co jest. Jedliście tej „paty”206 niemieckiej, co?
— Nie, panie kapitanie.
— To weźcie, tam u mnie ma Młynarczyk... O, Niemcy tu mieli wszystkiego... Ja tu przedrzemię się na tych niemieckich kocach. Dobre koce, pewno oficerskie. — Ale nie odchodzi. Z czegoś się nie wygadał.
— Ja tu mam jedno do pana, panie Andrzeju...