— No, i cóż pan sobie wtedy wyobrażał?
Bezwiednie Andrzej stawał się jeszcze starszy od swego dowódcy, niż był nim naprawdę, i pytał natarczywie, spowiadająco, lekarsko.
Wolski, dalej nie odwracając głowy, odpowiadał zupełnie ulegle:
— Różne rzeczy. Co będzie po maturze. Że pójdę do wojska na zawodowego. Kiedy dostanę podporucznika. Kiedy...
Andrzej wyczuł lekkie wahanie w głosie, jak penitent55 trwoży się przy spowiedzi, gdy ma mówić o grzechach najbardziej tajonych; jak pacjent poczyna się mieszać wobec lekarza, gdy mówi o sprawach wstydliwych. „Aha — pomyślał — chłopak zakochał się jeszcze w gimnazjum, młodocianie, sentymentalnie, chciał się żenić. Mógł to zrobić tylko wtedy, gdyby możliwie szybko zdobył sobie chleb. Kariera wojskowa dawała mu te możliwości stosunkowo najprędzej. Czyżby zatem dlatego?...”.
A ponieważ Wolski zamilkł, jakby był zapatrzony w tamte zarośla przed nimi niżej, więc zapytał:
— Czegóż pan sobie nie może wyobrazić? Dalszej wojny? Powrotu do Polski?
Wolski milczał chwilę, aż zaczął znowu:
— Kiedy właśnie w tym cała trudność, że w ogóle niczego. Zawsze robiłem sobie jakieś wyobrażenie przyszłości. Choćby mylne. Choćby najbliższej, parodniowej. Dopiero jakeśmy odjechali z Bretanii, wszystko mi się zaczęło zacierać. Nie. Nie mogę sobie wyobrazić, że wracam do nas, do domu. Nie mogę sobie wyobrazić, że odbywam wojnę, że bierzemy Oslo, że rozszerza się to na Szwecję, że wkraczamy do Niemiec. To znaczy, mogę sobie wyobrazić, że to wszystko gdzieś będzie, ale, uważa pan, siebie w tym wszystkim nie widzę. Ja tego może nie potrafię wyrazić, mimo że to jest właściwie zupełnie proste, choć i dziwne. Nagle człowiek traci wyobrażenie przyszłości. Ściślej — wyobrażenie swojej przyszłości. Jest dalej Miechów56, matka i siostry, ale mnie tam nie ma. Jest wojna dalej i wojsko polskie, i Brygada Podhalańska, jest porucznik i pan, i strzelcy, ale także tam mnie nie ma. Ja dalej nie wiem, czy tłumaczę się dość jasno? Przypuśćmy, że pan wyobraża sobie swój powrót do Lwowa albo zobaczenie ludzi bliskich, albo to, że będzie pan pił kawę w zdobytym Narwiku, albo że pójdzie pan jutro do Haakviku57, do dowództwa półbrygady. To ostatecznie nie takie trudne. Otóż ja sobie nic z tego wyobrazić już nie mogę. Stopniowy zanik autowyobraźni, jakby powiedział mój ojciec, lekarz. Stopniowy, bo z początku zatraciłem możność wyobrażania sobie rzeczy dalekich, jak Polska, jak koniec wojny, potem — coraz bliższych. W miarę jakeśmy się zbliżali do Norwegii. Teraz doszło to już do tego, że dziś nie mogę sobie w ogóle wyobrazić, żebym mógł być gdzie indziej niż tu, na tych górach, w tym karłowatym lesie, nad tą kotlinką przed nami, na wprost tych stanowisk niemieckich. Prawda, że to ciekawe uczucie?
— Dziwne...