— Nawet, powiedziałbym, nieprzyjemne. Na statku, potem na Hinnoy, to mnie jakby dręczyło. Rozumie pan, głupie uczucie człowieka, któremu przed nosem wyrosła wielka biała ściana i ta ściana wszystko mu zagradza. Jeśli pan nigdy niczego takiego nie doznał w życiu — nie? nic? — nie pojmie pan w całej pełni, jak bardzo potrafi to być dręczące. Człowiek, przestawszy myśleć o tym, co będzie z nim w przyszłości, stara się tylko o to, by mu teraz było dobrze, było wygodnie. Byłem dawniej zawsze oszczędny, a teraz wydawałem wszystko, co miałem. Nie chciało mi się nic przedsięwziąć na dalszą metę. Czy pan uwierzy — nawet dać zdjęcia do wywołania w Harstad58? Byłyby za dwa tygodnie najdalej.
— A na przykład listy?
— Co, listy?
— No, przecież pan pisywał w ostatnich czasach listy. Dużo listów, prawda?
— Skąd pan wie, że dużo?
— Mówił mi podoficer pocztowy baonu — odpowiedział Andrzej najnaturalniej w świecie.
— A... a czemu pan tak naraz zapytał o listy? Czy to ma jaki związek?
— No, jeśli pan pisze listy, spodziewa się pan odpowiedzi?
— To prawda. Ale nie. Istotnie pisałem teraz dużo listów. Mogło to nawet zwrócić uwagę. Pisałem, bo czułem potrzebę pisania, nawet silniejszą niż zwykle.
— Silniejszą niż zwykle?