— Nie — przerwał milczenie Andrzej — nie mogę się z wami zgodzić ani na chwilę. Zgoda. Jest tak, jak mówicie. To pewne. Trzeba być ślepym, aby tego nie widzieć, lub trzeba łgać, aby temu zaprzeczyć. Ale tak, jak jest, być nie może, to także pewne. Światem idzie fala przemian, która zmiecie ostatnie smutne próby budowania tego, co będzie tak, jak budowano to, co runęło. Z gruzów zwalonego domu nie buduje się nowych gmachów. Jest nas mało, nie znaczymy dziś nic, padamy w pierwszych szeregach i to my, młodzi, szczerbimy się najpierwsi. To wszystko jest prawda. Ale wiatr, jaki wieje przez świat, wieje tylko w nasze żagle i najmisterniejsze manewrowanie łodzią wiatru w tamte żagle nie napędzi! Skończone. Można jeszcze na fali tej trwać, można jeszcze utrzymać się na niej czas jakiś. Ale żal mi tych, co takim łodziom swoje losy poruczą231. Pójdą z nimi razem na dno.
— O czym ty myślisz?
— O tym, że cokolwiek się stanie, my jedni w tej emigracji polskiej reprezentujemy nowy naprawdę świat. To, co my reprezentujemy, dojdzie może szybciej do głosu wszędzie indziej, a potem dopiero u nas. Może nawet zapłacimy grubo za to, że będziemy wlekli się w ogonie postępu, zamiast iść na przedzie. Ale i u nas to się jednak dokona, a dokona tak nieuchronnie, jak nieuchronnie musiał runąć świat Sławojów232 i Rydzów233. Popatrz na armie współczesne. Od armii się zaczyna to budowanie. Czy armia niemiecka jest jeszcze armią bezmyślnego pruskiego drylu? I tam się nauczyli dbać o żołnierza, starać, dostarczać mu tu na górę i konserwy, które nam teraz smakują, i sok żurawinowy, i suszone śliwki — co za troskliwości nie junkierskie! — ba, i gazetki polowe wydawane w Narwiku — poczytaj, żadna tam wazelina — i tam dryl bezmyślny pozostawiono czasom, które nie znały innych bodźców, daleko skuteczniejszych. Anglia, która armii nie miała, teraz ją tworzy; jak myślisz, czy to będzie armia od defilad gwardyjskich? Lotnictwo, ta najważniejsza armia, czy myślisz, że ona stoi dyscypliną tego samego typu, co dyscyplina Mikołajowskich234 sołdatów235? Nie, przenigdy. Jesteśmy jeszcze ostatnią na świecie armią, w której piechota maszeruje pieszo, tak samo jak we Wrześniu naszymi szarżami na czołgi niemieckie zamknęliśmy ostatecznie dzieje wszelkich husarii, ułanów, szwoleżerów, kirasjerów236 na świecie. Armie, jakie się tworzą w tej wojnie, to armie techniczne i armie ludowe. Ani w broni technicznej, ani w armii ludowej nie znajdziesz miejsca na pozostałości koszarowej przeszłości. I to o wszystkim przesądzi. Trzeba będzie znać maszynę, to znaczy mieć kwalifikacje nie szczebla czy rangi, ale określonej, fachowej wiedzy. Nie tej poświadczonej zdobytym kiedyś papierem, ale sprawdzanej co dzień. Trzeba będzie mówić językiem, czuć odruchami i myśleć myślami ludzi, których się prowadzi, i zrywać samemu sobie (na wyprzódki może) to wszystko, co dziś tak starannie wyróżnia, podobno podnosi, a naprawdę tylko dzieli. Potrafimy to my, jeśli zechcemy. Inni już tego nie potrafią.
— Ani nie zechcą.
— Ani nie mogą nawet zechcieć. Nawet nie mogą zechcieć. Można zmienić z łatwością swój formalny autorytet, jeśli się posiada autorytet istotny. Napoleon nie potrzebował buławy marszałkowskiej i chodził w najskromniejszym mundurze. Goethe był wielki bez tytułu ministra. Ci wszyscy, których autorytet nie jest tylko formalny, mogą oczywiście patrzyć się spokojnie w czasy idące ku nam w tempie naprawdę mniej ślimaczym niż ta cała wojna. Ale reszta? Ale inni? Sam wiesz.
*
„Musi być po północy, dobrze po północy — myślał Banaś — tak okropnie zimno!”.
Przy cekaemie strzelcy zabijali, jak dorożkarze w zimy warszawskie, ręce.
Właśnie rozprowadzała się zmiana.
*