Od tajemniczej sosenki na skraju stoku, złamanej sosenki, na którą od tylu godzin zaczaja się Kettler, wyrwała się krótka seria strzałów, jak w Polsce jesienią wylatują spod nóg zapóźnione w polu kuropatwy. Żaden erkaem podhalański nie rozdzwonił się w odpowiedzi. Tylko Michałek, Kettler i gruby Gruda nachylili się uważniej, wciągnęli silniej kolby broni w dołek strzelecki obojczyka.
Pół kilometra za nimi w tyle, na planie sytuacyjnym w miejscu, gdzie niewielka, do góry skierowana, strzałka wskazuje już umiejscowienie sosenki, Banaś leżąc zakreśla elipsoidę czerwonym ołówkiem.
Takie elipsoidy, tylko szersze jeszcze, mniej pewnie wytyczone, naniósł już Banaś na swój szkic tam, gdzie poziomicami zbiegającymi się gęściej zaznaczył wyniosłość tarasu.
Nowa seria zafurczała znowu, wciąż od sosenki. Kettler bierze na cel, ale jeszcze nie puszcza ognia.
Na oddartej kartce papieru, która wciąż uzupełnia się w linie, znaki, szczegóły, Andrzej także zaznacza elipsoidą miejsce wokoło sosenki. Ale jego elipsoida jest już węższa, ciaśniejsza niż ta, jaką rysuje jednocześnie Banaś. W jej obrębie dwa krzyżyki umiejscawiają to, o co chodzi, szczegółowiej, dokładniej. Widzi lepiej: jest przecież bliżej. Strzelcy podnoszą trochę głowy, patrzą na rysunek podchorążego jak na rzecz, której znaczenie wydaje się im zupełnie jasne, ale którą widocznie trzeba wykonać.
Trzecia seria sypie się gniewnie, już po krzakach. Strzelcy chowają głowy. Obsługa cekaemów nie spuszcza terenu z oka i w pewnej chwili poczyna trzaskać ogniem, który klaszcze głośno, radośnie. „Krzepiący jest huk własnej artylerii, ale łoskot własnych kaemów jest jeszcze bardziej krzepiący” — myśli Andrzej i podnosi głowę wyżej, cokolwiek wyżej. Nie mimo strzałów, ale właśnie dlatego, że są strzały. Po to, aby wypatrzyć.
I schyla się na moment nad swoim szkicem, żeby na świeżo, od razu, rzucić na papier możliwie dokładne, możliwie ścisłe rozmiejscowienie gniazd broni maszynowej nieprzyjaciela.
O to przecież chodzi.
*
Mglisty, białawy świt. Kotlinka i kota 405, i sosenka, i brzózki z lewej poczynają na nowo nabierać kolorów. Rudawych, zielonkawych, płowych.