Kukurutz, rodem spod samego Opola, bardzo lubi, gdy w plutonie wspomina się jego śląskie wyczyny, ale teraz wzdycha żałośnie; wspomnienie kafejek francuskich zapachniało całą urodą utraconego raju...

Tylko Kettler nie pije i trzyma się dobrze bez rumu. Ale Kettler to co innego.

Kettler jest harcerzem.

*

Za pół godziny rozwidni się zupełnie. Za godzinę będzie całkiem widno. Na cóż nasi czekają? Kapitan przecież zapowiedział wyraźnie...

— Panie poruczniku, tam są jakieś ludzie...

— Gdzie? Gdzie?

Porucznik wypatruje przez lornetkę na skraj kotlinki, od tej swojej strony. Istotnie. Skraj zaludnia się ruchliwymi punktami tyraliery. Schodzą w dół kotliny. Skokami. Są na tle śniegu. Kilkadziesiąt ciemnych punktów porusza się ławą w kierunku na wzgórze z sosenką, z brzeźniakami, na wykryte wczoraj pozycje niemieckie.

— Chłopcy, trzymać się. Nasi ruszyli.

Strzelcy unoszą głowy do góry; wypatrują. Cały ciężar przebytej na zimnie, w mokrości, pod obstrzałem i w obawie zasadzki nocy opuszcza się wolno z ich ramion. Rum pokrzepił zadatkiem nadziei. Nadzieja to tych kilkadziesiąt czarnych punkcików rozbieganych po śniegu, wśród krzaków, w kierunku góry okrytej drzewami, milczącej.