— Panie kapitanie...

— Coś pan taki rozmazany? No, rumu, rumu. Uszy do góry, panie podchorąży: nie rozklejać mi się tutaj. Już. Golnij pan. Lu! Młynarczyk, nalej jeszcze panu podchorążemu. Tak. Dobra. Cóż to pana tak bierze, panie bohater?

— Nnnic...

— No, widzi pan, nawet pan nie wie czemu... Rycerz o żałosnej twarzy i zbolałym obliczu. Donkiszoty71 nie wygrywają wojny, panie podchorąży.

— Drużyna, panie kapitanie... Pięciu rannych. Pół drużyny mi wystrzelali. Z plutonu pozostało nam tam zdrowych szesnastu.

Kapitan patrzy się uważnie. Czy pamięta wtedy, gdy podchorąży Czeczel wypraszał się od sztabu jak od zarazy, a prosił, jak o łaskę, o zwykłą drużynę strzelecką? Ale odwraca się.

— Chałupka — mówi naraz — a wy tu co?

Andrzej odwraca się także. Zza krzaków, niespodzianie, pojawił się Chałupka. Chałupka jest strzelcem z drużyny Andrzeja. Powinien być...

Chałupka doskonale wie, gdzie powinien być. Kapitan, twardy chłop, ma zbiegnięte brwi.

— Gdzie pluton, Chałupka?