Oczy Chałupki stają się rozbiegane, wystraszone.
— Gdzie karabin, Chałupka?
— ...
— Chałupka, gdzie wasz karabin?
Chałupka, który zacina się łatwo, zaczyna poruszać wargami bez jednego dźwięku. Kapitan trzyma kompanię w garści, po polsku. Mówi głosem Jehowy, gdy pytał Kaina, gdzie jest brat jego, Abel.
— Chałupka, gdzie wasz karabin?
I rzuca wyrok sądu ostatecznego:
— Pójdziecie, Chałupka, tam, gdzie jest wasz pluton i gdzie pozostawiliście karabin.
Chałupka waży przez chwilę dwa niebezpieczeństwa: ogień niemiecki i gniew kapitański, ale te dwa niebezpieczeństwa to dwa młyńskie kamienie, pomiędzy którymi ściera się oto na proch szczątek Chałupkowej odwagi. Andrzej pamięta, jak wczoraj na wzniesieniu Chałupka popadł w kurczowe drgawki. „Fizycznie nie znosi tego” — myśli.
— Panie kapitanie, pójdę z nim po karabin.