— Nie. Daj pan strzelcom.

Fortuna kręci głową. Nawet nie odpowiada. Nie chce. Sawicki też nie. Firek nie. Buczyński nie.

— Co nam z tego rumu, panie podchorąży...

Buczyński odwrócił się twarzą do ziemi:

— Mnie się tak zdaje, że przyjdzie się tu już...

Kule prześwistały długim, niepokojącym ciągiem nad wzniesieniem, nad głowami leżących. Jeden, drugi podniósł głowę. Nadsłuchują. O kilkanaście kroków ktoś nuci. Zupełnie wyraźnie: nuci.

— Cóż to? — pyta porucznik.

— Pokręciło się komu?

— Chyba zalany.

Stuk buta o but w rytm, w takt melodii. Który to? Ach, Gruda? Przy karabinie maszynowym. Gruda, but o but bijąc dla rozgrzewki, mruczy sobie pod nosem.