Nowy zarys. Michałek kiwa głową, że rozumie. Ktoś z tyłu za nimi się tłoczy i przepycha.

— Naprzeciw nas, jakeśmy je widzieli z naszej pierwszej pozycji — pamiętacie? — były tamte górki, o...

Znowu długi, tym razem najdłuższy zarys.

— Tamto na lewo, wiecie, co to jest?...

Kawałkiem chrustu zafalował na piasku. Michałek namyśla się, namyśla. „Źle tłumaczę, źle tłumaczę — niepokoi się Andrzej. — Nie rozumieją, nie mogą zrozumieć”.

Aż z tyłu ktoś zagaduje półgłosem:

— To chyba tamta sosenka...

— Kto powiedział „sosenka”? — podskakuje Andrzej.

— Ja — powiada Socha; oczy mu się świecą i uśmiechnął się.

Socha jest młody, młodziutki chłopak, żywy, bystry. Andrzejowi robi się ciepło.