— A ja — odpowiedział któryś zadziornie.
Podchorąży popatrzał. Był to niski i krępy chłop, kapral Gruda. „Aha — przypomniał sobie — gdy przyszedłem do kompanii, mówił kapitan: »Będzie tu jeszcze jeden Hiszpan dla pana, taki, co w Hiszpanii po stronie czerwonej walczył«. Więc to był Gruda?”. Patrzył teraz nieufnie i wyzywająco, jakby zaczepiano tę jego Hiszpanię.
Podchorąży uśmiechnął się:
— Bo ja też przecie, i wtedy właśnie, byłem w Navas del Marques, w Valdemorillo25...
— Gdzie te czołgi italiańskie wyszły?
— I skąd nie wróciły, prawda?
Zaśmiali się śmiechem tym samym, porozumiewawczym, konspiracyjnym. I jakby coś zagadać chcieli. Ale w tej samej chwili po drodze, po szeregach odpoczynkiem rozbitych na skupiska, poszła, podawana z ust do ust jak manierka26 z rumem, rozśpiewana jak wołanie na pastwisku, komenda:
— Powstaaań!
Żołnierze podnoszą się ze śniegu ociężale, z lenistwem bydlęcym. Ciężkie plecaki garbią. Michałek oddaje Kettlerowi erkaem.
— Ty poniesiesz.