— Wiemy...

— No, co?

— To... i tu... a jeszcze tu...

Ruchy wyciągniętych ku piaskowi drogi ramion są jeszcze niezdecydowane, ale trafne. Sosenka, brzeźniaki, taras.

— Toście to, panie podchorąży, tam rysowali?

— Ano. I od kapitana też rysowali. A czemu? Bo przecież o to właśnie, o to właśnie chodzi. Kiedy pójdzie nasza ofensywa na Narwik ze wszystkich stron, to trzeba wiedzieć co? Gdzie są ich linie, gdzie się okopali, gdzie mają gniazda cekaemów, moździerze, wszystko. Mogą pozmieniać, pewno. Ale trzeba i za tym śledzić. Wtedy, gdy wszystko ruszy, będziemy wiedzieli, co strzelać, skąd najpierw wykurzyć...

— Angliki, juchy82, stali i nie mogli ich podmacać...

— Widzisz, synu, takie podmacanie to robota. O Anglików się nie bój. Mało to niemieckich statków zatopili w fiordach? Pracowałeś teraz dla angielskiej artylerii. Zobaczysz, jak ona będzie za parę dni łupiła po tych sosenkach nie sosenkach, coś rozpoznawał. Bez rozpoznania chciałbyś iść? „Jak było iść, to z większą siłą”, gadał tu Michałek. A wiecie wy, że pod tamtą górą mogły i dwie kompanie zostać?

— Moskale tak szli w czternastym — wtrąca się kucharz Humeny, który jest z „tamtej wojny”.

Nikt już nic nie dodaje.