Zdumienie tamtego jest tak szczere, że wywołuje uśmiech, dawny, przekorny, sztubacki92 uśmiech Kettlera.

— Zwyczajnie; przeszedłem granicę.

— Co za „granicę”?

— Najpierw słowacką, potem węgierską, potem jugosławiańską...

Unerhört!93 Co ty gadasz? Przecież Słowacja jest przez nas obsadzona.

— A Węgry i Jugosławia kontrolowane? A Włochy — kraj bratni? No tak, teraz mogę ci powiedzieć, że tysiące nas tak przeszło. I pewno dalej przechodzi. I właśnie z tego tworzą się te brygady, pułki, dywizje polskie we Francji...

— No, i ze skomunizowanych robotników, którzy walczyli w Hiszpanii...

— Racja. Mną nawet dowodził drużynowy, który podobno walczył w Hiszpanii. Doskonały element. Umieją się znakomicie podkradać, rzucają jak nikt granatami, nie boją się czołgów.

Ale Gallen słucha tego wszystkiego z największym lekceważeniem. Wzrusza wyraźnie, nieopanowanie ramionami.

— I po co to wszystko?