— Chcesz — pyta Gallen — żebym ci powiedział, skąd? Mogę ci powiedzieć, powiem.
To przecież proste zupełnie. Mogłem — ja, lotnik — nie wiedzieć, że w siłach, jakie wysadzili tu Francuzi dziesięć dni temu czy więcej, znajdują się i Polacy; mieliśmy in der Luftwaffe94 inne zadania. Ale myślisz, że nie znam spraw polskich, że nie czytałem o sprawach polskich, że się u nas o tym nie czyta, nie pisze, nie śledzi, nie wie? Mój stary, wierz mi, my wiemy wszystko. To, o co się pytałem raz z tej, raz z tamtej beczki, to tylko dla dopełnienia sobie obrazu. Teraz już ten obraz cały mam. Wiem już o tobie więcej, niż ty sam o sobie wiesz.
Gallen podniósł się na łokciu i patrzy długo na Kettlera.
— Mój drogi, jedno ci powiem jak najżyczliwiej w świecie, tylko się nie zdziw ani nie miej za złe: po co ty jesteś Polakiem?
Kettler wzrusza ramionami, nic nie odpowiada. Aż dopiero po chwili:
— Mój drogi, a jeżeli ja zapytam się ciebie: po co ty jesteś Niemcem?
U tamtego raz jeden jeszcze nieznaczny uśmieszek wyższości:
— Janku, jeżeli mamy sobie odbijać pytania jak piłkę na korcie, doprawdy nie warto gadać. Wierz mi, że mówię do ciebie z całą serdecznością. Trzeciej Rzeszy nie zależy na tym, abym zaagitował jednego polskiego strzelca; nie wiem, czy by jej nawet zależało na tej całej waszej brygadzie. Ja jestem Niemcem: ale nie jestem już Sasem czy Badeńczykiem, bo ja i ludzie u nas zrozumieli, że nie ma już Bawarów, Austriaków czy Sasów; bo dojrzewa już w Europie świadomość, że nie ma Fryzów, Holendrów czy Flamandów, że nie ma Duńczyków, Norwegów, Szwedów. Historia, a właściwie trudności komunikacyjne, schizmy religijne, spory małych dynastii, rozluźniły na naszym kontynencie dawne wielkie całości plemienne, ale wynalazki kolei, samolotu, radia dawno już zbliżyły wszystko na nowo, tak jak dawno ostygły spory religijne, a potraciły znaczenie ostatnie dynastie. Lada dzień u was, Polaków, zrodzi się instynkt, że właściwie jesteście Słowianami, to znaczy Rosjanami; i będziecie w najlepszym razie rozrywani przez dwa wielkie programy na przyszłość: czy macie stać się tym, czym stali się przed wami Obodryci95, Łużyczanie96, ba — spora część waszych Ślązaków, i przedłużyć świat prusko-germański do Bugu; czy też macie w sobie wskrzesić przytępione tęsknoty słowiańskie, podnieść ludowy instynkt tłumiony przez waszą historię, która była europejska, katolicka, łacińska, szlachecka, i stać się zachodnim, nadwiślańskim puklerzem97 słowiańskiego olbrzyma znad Dniepru, Wołgi i Oki. Nie, mój kochany. Nie ma w rodzącym się świecie miejsca dla małych narodów.
— Trzydziestomilionowy naród uważasz za naród mały?
— Trzydzieści milionów ludzi, mój drogi, nie znaczy nic. Jest to wartość stosunkowa. Ulokowani w Kanadzie, w Australii, na kontynentach bezludnych i nie zagrożonych jeszcze, bylibyście może zadatkiem na wielki naród nawet w wieku XX i XXI. Ale nad Wisłą jesteście wtłoczeni między stumilionowe Niemcy i ponad stumilionową Rosję. Między olbrzymiego kolosa, który was miażdży samym ciężarem, a doskonałą maszynę, która was zgniecie swą doskonałością techniczną. Wasza liczba, to prawda, utrudnia strawienie was. Wy nie jesteście Czesi, Słowacy czy Węgrzy. Wasza liczebność opóźnia to strawienie. Ale prędzej czy później będziecie musieli dać odpowiedź na pytanie, czy macie stać się Germanami czy Słowianami. To znaczy Niemcami czy Rosją? Europa, jaka się kształtuje, będzie latyńska nad Morzem Śródziemnym, germańska od Alp po biegun, słowiańska na wschodzie.