Obaj podnieśli się teraz, sobie naprzeciw. Na tamtym końcu sali ranny Czech coś mówi.
— Nieprawda. Nawet gdyby nas nie było, kraj im zatrzaśnie drzwi powrotu.
— Kto taki?
— Kraj. Nie, mój drogi, nikt na białym koniu nie wjedzie tryumfatorem do Warszawy, sponiewieranej, bohaterskiej, męczeńskiej. Po tym, jak ten kraj, niemal bezbronny, bronił się, marł i trwał, nawet najdzielniejsi spośród nas, ci, co swoich odznaczeń nie będą zawdzięczali niczyjej łasce, żadnemu spryciarstwu, nie będą śmieli wejść do tego kraju inaczej niż na klęczkach. Wyście swoje jednak zrobili. Przeoraliście w tym nieszczęsnym kraju i polską dobroć, i polską wybaczliwość, i polską niepamiętność. Trzeba będzie mieć legitymację rąk karabinem prawdziwie utrudzonych, aby do tej ojczyzny wejść, aby mieć do niej prawo. Trzeba będzie czymś się wykazać przed tymi, których walka była stokroć i tysiąckroć cięższa, straszliwsza, wspanialsza. I może my, co wejdziemy w szarości mundurów żołnierskich, będziemy gościem najmilszym, synem najmniej niegodnym...
— Mistycyzm...
— Może mistycyzm. I to jest nasza siła. Potrafimy iść, bić się, ginąć bez oparcia na rachubie, na wyliczeniu, na argumentach, na racjach. Będą nas może kopali jedni, mieli za obcych sobie inni. Przed waszym młodym Niemcem otwiera się dziś przyszłość pełna ponęt, rozpaja go władza dawana właśnie jemu, upust najlepszym ambicjom, pole do popisu szerokie. Jego szlak to równa droga waszych betonowych autostrad. Na autostradzie nie ma wypadków, ale gdy raz się zdarzą, to tylko śmiertelne...
— Już się nie bój o nasze autostrady!
— Nie boję się o wasze autostrady. Tylko to mówię: wy dla walczenia musicie mieć mnóstwo, mnóstwo rzeczy. Dalekowidze i płaszcze ochronne, pistolety automatyczne i przeciwpancerne, regularne posiłki, minimalne obciążenie. Musicie wiedzieć, że idą czołgi i samoloty, że jest olbrzymia produkcja seryjna, że Węgry posyłają pszenicę, a Rumunia naftę...
— Chciałbyś, aby u was tak było!
— A pewno, że bym chciał. Kto by nie chciał lepszego uposażenia, kto by nie chciał widzieć tego, że nie marnuje się żadna siła w narodzie, że najmniejszy człowiek wyzyskany jest mądrze, że na darmo nie idzie żadna śmierć żołnierska! Gallen, kto by z nas nie chciał! Ale w tym jest nasza od was odmienność, a powiem i nasza przewaga nad wami, że potrafimy walczyć bez tego i mimo tego.