— Nie byłem, co prawda, z niego zadowolony podczas akcji... Teraz znowu jako obserwator zagapił się; ja odszedłem, a tymczasem buchnął ktoś mapy...
— Znajdą się, panie poruczniku, znajdą... Po co one komu potrzebne.
O te mapy już od rana było piekło.
— Znajdzie nie znajdzie, ale niewyraźna sprawa. Żeby zginął mapnik. Ale to mapy, dwie mapy, najwyraźniej wyjęto. Po co ja mam obserwatora na drodze, żeby nie widział nawet, czy kto do mnie idzie, czy nie idzie. O, jako mój zastępca będzie pan musiał to wszystko wziąć do galopu. Kapral wróci do drużyny. W akcji też był nietęgi.
— Dlaczego, panie poruczniku? Myślałem raczej, że to pan porucznik nie był ze mnie zadowolony...
— Ja? Z pana? Przecież wszyscy wiedzą, jak pan się zachował. Przecież przedstawiłem pana do odznaczenia...
— Tak jest, panie poruczniku. Ale przedtem wysłał pan meldunek: „Drużyna Czeczela zupełnie zdemoralizowana. Dwie pozostałe trzymam w garści”.
Nastaje milczenie. Wszystko, co nawisło między nimi od tamtych dni, wyładowało się naraz wybuchem wyrzutu.
— Dlaczego pan to zrobił, panie poruczniku? Chodzi mi o to, dlaczego?
— Mam to rozumieć jako zarzut?