— Jakich tamtych?

— Tych, panie poruczniku, jakicheśmy mieli w Polsce. Pan szkolił polskiego rekruta. Pan dowodził polskim rekrutem. Zgoda. Ale tamten rekrut polski to był zupełnie inny człowiek niż ten rekrut tutaj. Tamten był parobczakiem121 nawykłym do posłuchu na wsi, gdzie ojciec walił pasem, gdzie jeszcze i karbowy122, bywało, nie odszedł od dawnych pańszczyźnianych tradycji...

— Demagogia.

— Nie, panie poruczniku; stwierdzenie pewnego faktu. Otóż z takim parobczakiem rzecz była inna. Chłopak wsiowy jest inny niż miejski, do władzy odnosi się mimo wszystko w sposób bardziej wierzący, bardziej się na nią spuszcza, bardziej jej ufa. Długo nie dopuszcza nawet myśli o jej omylności. I dopiero dowody tej omylności wytwarzają w takim człowieku prawdziwy kryzys religijny. To jak poganin, kiedy zrąbie mu misjonarz bałwana, zrąbany bóg nie pośle piorunów...

— Czy pan czasem, drogi panie, nie komplikuje myślenia polskiego parobczaka?

— Nie sądzę, panie poruczniku. To my, inteligenci, źle robimy, jeśli myślimy, że ludzie „od wideł” czy „od gnoju”, jak to się niekiedy wytwornie powiada, nie mają życia duchowego, a zatem nie przechodzą przez kryzysy wiary, załamania, kompleksy. Przeciwnie. Mają życie duchowe takie samo jak każdy z nas, tylko jego objawy przybierają formy, słownictwo i określenia nieco inne niż nasze. Ale wracajmy do naszej sprawy. Otóż, zgodzę się z panem porucznikiem, że z polskim rekrutem musiało być inaczej. W swej olbrzymiej większości pochodził ze wsi, w pokaźnym odsetku był Jasiem zza Buga, a więc z tych ziem Polski, gdzie po tyloletnim panowaniu Rosji, przy przeludnieniu wsi, przy zacofaniu, rozwój umysłowy nie musiał stać wysoko. Dla takiego rekruta musiały istnieć w większej mierze zewnętrzne objawy wyższości czy zewnętrzne oznaki władzy. Zwierzchnik musiał mu bardziej imponować. Tam ważna była postawa, prezencja, mundur, noszenie się, odznaki. Tu jest inaczej. Sam pan to wie.

— Niestety, inaczej.

— Ja nie wiem, czy niestety. Przede wszystkim ta cała armia jest w znacznie większym stopniu armią ochotniczą. Procent ludzi, którzy do niej przybyli nie dlatego, że otrzymali kartę wezwania z PKU123 i bilet wolnej jazdy, ale bez takiej karty, a nawet wbrew przepisom, karom i nakazom najpotężniejszych państw w Europie, jest w tej armii bardzo znaczny. Ci ludzie nie przyszli tu przecież po żołd czy po strawne124. Entuzjazm, jaki przynieśli, to surowiec wojenny, z którego mądry wódz wykuje niepośledni oręż...

— Ale gorszego żołnierza.

— Czemu pan jest tak uprzedzony, panie poruczniku? Kettlera pan nie lubił, a jednak po pierwszej walce podał go pan do odznaczenia. A element robotniczy z Francji? To już także nie Jasio zza Buga. Jego praca w kopalni wymagała więcej zastanowienia i pomyślunku, ostrożności i uwagi niż machanie kosą i przekładanie siana. On stykał się już nie z karbowym, ale z inżynierami, to znaczy z elementem inteligencji w pracy, on nauczył się ją cenić, on wie zarazem, że to także ludzie omylni. On tę omylność rozumie i wybacza. Jemu nie tylko trzeba rozkazać, jego trzeba jeszcze przekonać.