— Wojsko jednak stoi na rozkazywaniu.

— Wojsko? Wojsko się zmienia, panie poruczniku. Armia niemiecka była kiedyś armią niesamowitego drylu, dyscypliny żelaznej a bezmyślnej. Czytał pan kiedy Na zachodzie bez zmian125? Nie, nie jest to wcale książka tendencyjnie antywojskowa. Jest to dzieło psychologiczne. Pokazuje właśnie, jak ten dryl Himmelstossów126 był niewłaściwy i fatalny w zastosowaniu do elementu ludzkiego innego niż ten z czasów Fryderyka Wielkiego127, bo do młodych inteligentów niemieckich. Niech pan nie myśli, panie poruczniku, żebym był fanatycznym przeciwnikiem dyscypliny tego rodzaju. Nie. Myślę tylko, że bez niej kiedyś nie byłoby wojska, że te surowe rygory stworzyła konieczność, jak konieczność stworzyła kiedyś na świecie kary obcinania rąk, wyrywania języka czy wyłupiania oczu. Ale przemiany, jakim ludzie ulegali, zmieniły tamte rzeczy. Te same przemiany zmienią w toku obecnej wojny naturę i formy dyscypliny wojskowej tak samo, jak czołg zmienia sztukę wojowania. Wojskowość to sztuka nader płynna i zmienna. A wojnę wygra nie tylko ten, kto będzie miał najwięcej armat i samolotów. Wygra ją i nowy duch wojska, bardziej dostosowany do nowego ludzkiego materiału, mniej go łamiący, lepiej wyzyskujący.

— Czuć w panu czerwoną Hiszpanię...

— Niech pan się nie natrząsa z mojej czerwonej Hiszpanii. Ludzie z ładunkami dynamitu szli tam na zagony stalowe czołgów, ludzie z karabinami maszynowymi ściągali na ziemię samoloty, każde pueblo128 zamienili w fortecę...

— No i przegrali.

— Po dwóch długich, długich latach. Dwóch. Ale byli pierwszą próbą zorganizowania nowoczesnej, dla tej wojny, armii. Mogą nawet idee tej armii nie odpowiadać panu; ale przykład sam, nauka, jest nie do pogardzenia. Wojny wygrywa ten, co szybciej od innych potrafi sobie przysporzyć pewne nowe zdobycze, nowe wynalazki, nowe właściwości techniczne i nietechniczne. Mieli u nas rację ci młodziutcy harcerze, co wyobrażali sobie przyszłą wojnę jako najazd samolotów w powietrzu, czołgów na ziemi. Nie mieli racji ci wszyscy „fachowi” znawcy, którzy w takim obrazie widzieli wymysł bujnej fantazji i pouczali, że po dwóch tygodniach zabraknie dla samolotów paliwa, a czołgi ugrzęzną w błocie polskich dróg. Patentowani idioci! Ale wojnę wygrywa także i ten, kto zbada i wyzyska w pełni możliwości ludzkiego surowca i wydobędzie z niego najlepsze, zmarnuje najmniej...

— To literackie, drogi panie, przenośnie.

— Nie, panie poruczniku. Tylko forma jest w tym wszystkim, jak pan porucznik łaskawie określa, literacka. Pan to sam dobrze wie. Tamta wojna, z czternastego roku, rozpoczęła się barwnymi mundurami, zwiadami kawalerii. Nie znała jeszcze okopów, w których miała przesiedzieć cztery lata. Nie znała czołgów, gazów. Samoloty służyły jedynie do celów wywiadowczych. A jak potężną ewolucję przeszliśmy podczas tamtej wojny? Czy pan nie sądzi, że w tej wojnie nie przejdziemy znacznie silniejszej? Wojsko to taka dziwna arena, gdzie zmaga się stale rutyna z postępowością, myśl — z szablonem. Kto wie, co obecnie z tego wyjdzie... Więc, panie poruczniku?... Więc czemu pan posłał meldunek o zdemoralizowaniu jednej drużyny?

— Chodzi panu o to?

— Tak. Chodzi.